Człowiek piszący po murze

Wiara w Boga jest dla wierzących.
Zasady moralne są zaś dla wszystkich innych.
Magnus Oström, "Ljød" (1994)

Bardzo zależało mi, aby dzisiejszy trip odbyć z Serafinem. Nie tylko ze względu na sympatię, jaką go darzę,
ale głównie dlatego, że chciałem aby okiem znawcy tematyki religijnej zerknął na pewne "arcydzieło", które od kilku lat powstaje na starej, betonowej ścianie dawnej strzelnicy usytuowanej niemal w środku dąbrowskiego lasu. Miejsce to ukryte w gąszczu krzaków i drzew, acz oddalone o parę kroków od niebieskiego szlaku rowerowego, wizytowałem dwukrotnie: w ubiegły poniedziałek oraz właśnie dziś. O ile przy pierwszej wizycie byłem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem, o tyle dziś poznałem autora całego dzieła i stałem się naocznym świadkiem jego mozolnego powstawania.


W poniedziałek bardzo późnym popołudniem trafiłem na dawne zabudowania niemieckiej strzelnicy, po której pozostały już tylko niezbyt głębokie doliny i stare, rozsypujące się ceglane mury wspierane betonowymi podporami. Na jednym z betonowych ogrodzeń widnieje dzieło, które na pierwszy rzut oka mnie zachwyciło, ale później, gdy przyjrzałem się mu bliżej i zacząłem rzetelnie czytać, nieco mnie zaniepokoiło. Tekst pisany na czarnym tle białymi literami prawi o tematyce religijnej, sposobie
wychowania, nauczania dzieci oraz o człowieczeństwie jako spoiwie łączącym wszystkie te elementy w jedną całośd. Tekst trudny, nie pozbawiony akcentów politycznych, ale wyraźnie ukierunkowany na patriotyzm. I wtedy, w poniedziałek, tak sobie pomyślałem, że oto twórcą tego działa literackiego jest człowiek o bardzo radykalnych poglądach, totalny konserwatysta, religijny fanatyk. Takich ludzi należy się we współczesnym świecie bad i gdy parzymy choćby na to co działo się 21 kwietnia w Warszawie w związku z demonstracją "obrońców" Telewizji Trwam, nie jest to strach nie uzasadniony.






Najbardziej wyróżniającym się wątkiem jest ten poświęcony edukacji chemii. Jest on dla mnie najbardziej czytelny. Na jednej części ściany namalowany jest okresowy układ pierwiastków, a na drugiej długi tekst o sposobie nauczania dzieci szkolnych o tychże pierwiastkach. Przyznam, że gdy czytałem ten tekst, wpadło mi do głowy coś bardzo istotnego, coś, co rzuciło zupełnie inne światło na sprawę. Otóż forma tekstu, sposób jego ułożenia, jasność i przejrzystość zdaN jest niemal identyczna, jak teksty ustaw reformujących oświatę w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Miałem kiedyś styczność z materiałami źródłowymi dotyczącymi działalności tzw. Sejmu Nauczycielskiego powołanego w 1919 roku przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w celu ustanowienia jednolitego systemu kształcenia w Polsce oraz ustalenia wytycznych programowych dotyczących nauczania. Tekst o kolejności uczenia pierwiastków od drugiej klasy idealnie do tego pasuje.

Dziś, po dwóch dniach przerwy, ponownie dotarłem do miejsca mych zadumań. Tym razem okazało się, że miałem okazję spotkać autora tych tekstów. Jest nim stary mężczyzna. Ma już na pewno ponad 70 lat. Niski, lekko zgarbiony, mimo wysokiej temperatury ubrany w płaszcz i zieloną, starą czapkę. Twarz okrągła, zniszczona, pokryta głębokimi zmarszczkami. Na nosie potężne okulary z brązową masywną, plastikową ramką i szkłami tak grubymi, niczym przysłowiowe denka z butelek. To nie są jednak zwykłe okulary - to są okulary profesorskie, takie jakie możemy zobaczyć na zdjęciach wybitnych uczonych z dawnych lat, takie jak ma na przykład niektórym znany wybitny historyk prof. hab. Jan Kantyka z Uniwersytetu Śląskiego.
Autor podpisuje się jako Jan S.P., a w momencie mojego przybycia kreśli literę "O". Wygląda na to, że cały tekst pisze z pamięci. Robi to kawałkiem drewna maczanym w niewielkim pojemniczku z białą farbą. Obok stoi stary woreczek po mleku, w którym pewnie jest składnik na tę farbę. Nieopodal leży stara, sfatygowana, czarna torba, a obok stoi oparty o ścianę kij - pewnie służy mu za laskę.
- Dzień dobry panie Janie - zwracam się do mężczyzny.
- Dzień dobry - odpowiada odwracając głowę i szybko wraca do kreślenia litery.
Chciałem zapytać go o tyle rzeczy: dlaczego to pisze, dlaczego tu, skąd w ogóle są te teksty, kim on właściwe jest. Chciałem, ale szybko zrezygnowałem:
- Nie przeszkadzać! - powiedział stanowczo, dokładnie tak, jak srogi nauczyciel do natarczywego ucznia. Nie byłem tam teraz osobą pożądaną.
- Nie chcę panu przeszkadzać. Czy mogę zatem poczytać?
- Po to jest napisane, aby można było czytać - dopowiedział. Były to jego ostatnie słowa, z jakimi się do mnie zwrócił. Kontynuował swa mozolną pracę w ogóle nie zwracając na mnie uwagi. Wobec jego dzieła czułem się nieobecny, malutki, nieważny. I to spowodowało, że poczułem do niego respekt, wysoki szacunek, jakim należny obdarzać osoby wybitne. Gdy patrzyłem, ile pracy w to wkłada i zapewne ile serca, to nie miałem wątpliwości, że to nie jest przypadkowa persona. Być może się mylę, ale mylić się jest jak najbardziej rzeczą ludzką.
- Pójdę już sobie. Do widzenia. - spojrzał na mnie, odpowiedział po cichu.
Z ukrycia zrobiłem mu zdjęcie. Nie chcę go obnażać, ale jedynie pokazać zarys człowieka, o którym napisałem. Czy rzeczywiście wygląda na uczonego? A może na wariata, jakiegoś fanatyka, psychicznie chorego? Zobaczcie sami:
Miejsce to warte jest odwiedzenia. Nowa tablica zapisywana jest przez Pana Jana od 23 marca bieżącego roku. Miło jest być świadkiem powstawania czegoś takiego, choć wciąż mam kłopot jak to właściwie nazwać. Czy jest to sztuka? A jeśli tak, to w jakich kategoriach ją ujmować: religijnych, edukacyjnych, patriotycznych? Gdy tak na to patrzę, to wciąż mam więcej znaków zapytania, niż jasnych odpowiedzi. Pewnie jednak jest to tylko kwestia czasu.

Oryginalny tekst wpisu z bloga "Wyprawy 2012" z dnia 26.04.2012.