Na kochcickim folwarku

Dziś historia opowie się sama. Podążając wyznawczym planem moich niedawnych podróży piaskowych zupełnym przypadkiem natrafiłem na miejsce niezwykłe, niewielką miejscowość na północ od Lublińca, która zachęca zbłąkanego rowerowego turystę wspaniałym pałacem i doskonale zachowanym i wciąż zamieszkałym folwarkiem, zabudowaniami pamiętającymi pierwszą dekadę ubiegłego stulecia. Kochcice, okazała siedziba hrabiego Karola Ludwika von Ballestrem.



Rodzina Ballestermów pochodząca z Włoch w sposób niezwykle istotny przyczyniła się do rozwoju przemysłu na Górnym Śląsku. To ze śmieci Ballestremów Karol Godula topił cynk, to oni w dużej mierze przyczynili się do budowy kolei piaskowych. Ród znany też był z dobroduszności i bogobojności, stąd licznie fundowali kaplice, kościółki i przytułki, m.in. w Biskupicach. Sam Karol Ludwik, jako piąty syn przemysłowca, hrabiego Franciszka, wykazywał się bardzo oryginalnym stylem życia uciekając od wielkich inwestycji industrialnych, zaś zagłębiając się w przyrodzie. Jego życiem był las, polowania, cisza i spokój z dala od zgiełku – i tu świetnie się z nim utożsamiam, choć nie mam pałacu, ogrodu i folwarku. Pałac wybudował w latach 1906-09, zamieszkał w nim dwa lata później. Już wtenczas w okolicznym paku rosły dwustuletnie dęby, hrabia jeszcze dopieścił to miejsce. Jedną z szeroko opisywanych fanaberii przyrodniczych było sprowadzenie z Holandii i zasadzenie w środku lasu ogrodu rododendronów – miejsce, do którego nie omieszkam się udać być może jeszcze tych wakacji. Pałac dziś pełni funkcję ośrodka rehabilitacyjnego.

Pałac jak pałac, trochę zaczyna się sypać, a i trudno było mi pstryknąć konkretne zdjęcie różniące się znacząco od tych, które bez problemu można znaleźć u Gógla. Do tego trafiłem na iście epicką pogodę z niesamowitą mgłą, która towarzyszyła mi całą drogę do Kochcic, a na samym końcu opadła odsłaniając jedynie purpurę przedburzowych chmur. 



W parku za pałacem stoi kamień z 2009 roku upamiętniający rodzinę Ballestremów. 


Tymczasem nie pałac, czy park, zaciekawiły mnie najbardziej. Obok znajduje się folwark zachowany tak doskonale, że w dużej części nadal pełni funkcję mieszkalną. Do tego cały kompleks ma niesamowite wręcz walory architektoniczne i stanowi genialny plener do zdjęć. W centralnej części znajduje się przyciągająca jak magnes gorzelnia – budynek w folwarku wybudowany jako ostatni i najbardziej okazały, z wieżą wodną i doskonale skomponowaną kubaturą.








Przy drodze prowadzącej od pałacu w stronę gospodarstwa na pierwszy plan wysuwa się rozległy dom zarządcy folwarku z bogatym zapleczem ogrodowym. 



Po lewej stronie znajduje się plac, na którym budowano kolejno: dom dla urzędników, garaże dla sprzętu rolniczego (w tym traktorów), stajnię dla koni pracujących w polu i finalnie wozownię. Wszystko w jednym szeregu, ściana przy ścianie. Mi szczególnie przypadł do gustu właśnie budynek z „wyłupiastymi” oknami wznoszącymi się łukiem ponad dach, który jak widać na ostatnim archiwalnym zdjęciu z ok. 1940 roku miał kształt piramidalny. 








Wokół rozbudowywano również zaplecze socjalne dla pracowników. Postawiono pięć jednokondygnacyjnych domów z czego cztery centralnie na placu, a jeden przy wjeździe do folwarku. Domy te po dziś dzień wyglądają okazale, są nadal zamieszkane.


Wokół centralnego placu, na którym od zachodu stoi wspomniana gorzelnia hrabia Karol budował nowoczesne chlewnie i magazyny zbóż i paszy. Jedna z chlewni miała również, podobnie jak gorzelnia, własną wieżę ciśnień, niestety dziś już połowicznie zburzoną.





W poszukiwaniach informacji o pałacu i przyległym folwarku miałem wiele szczęścia. W globalnym śmietniku o nazwie „Internet” nieoczekiwanie udało mi się odnaleźć wzmianki niemal z pierwszej ręki w postaci opublikowanych na kanale jutubowskim opowiadań pani Julii Plonki, zmarłej w 2009 roku mieszkanki Kochcic i byłej pracownicy folwarku za czasów Ballestermów. Bardzo miło, że ktoś przeprowadził taką rozmowę i „wrzucił ją” w sieć, bo te kilka minut opowiadań często zastępuje setki przeczytanych stron książek i publikacji.     


Miejsce cudowne, pachnące historią, którą bez skrępowania można dotknąć. Wiele budynków idealnie wpasowało by się w postindustrialny charakter naszej małej śląskiej ojczyzny. Jeździłem po wielu folwarkach i jeszcze nigdy nie widziałem tak dobrze zachowanego gospodarstwa, tak przemyślanie urządzonego i tak wspaniałego do swobodnego kadrowania. 

P.S.
Film Polskiej Kroniki Filmowej z roku 1946 poświęcony koloniom letnim dzieci, na które tuż po zakończeniu wojny i ucieczce właścicieli przed Armią Czerwoną, potężny pałac został pierwotnie zaadaptowany. Propagandowy, ale ciekawy.


Dojazd do Kochcic.


Trip: 08.07.2017
Dystans: 127.03 km